Psia matka

Kryzysy spacerowy

KRYZYS SPACEROWY

Rzucaj coś, idź w prawo, a może w lewo…
Nie, w lewo będzie rozrzucone żarcie.
To może prosto; tak prosto…

Masz czasem tak, że wszystkie powtarzalne czynności zaczynają Cię męczyć i sprawiać, że zwyczajnie „nie chce Ci się żyć”? Ale nie w sensie umierania, tylko nie chce Ci się funkcjonować?

Mnie czasem dopada taki marazm, kiedy muszę się umyć, uczesać włosy, umyć zęby, zjeść kolejny posiłek, znowu się załatwić… Po co mam to robić, jak jutro, a nawet za chwilę, będzie to samo?

Oczywiście każdego dnia dalej to robię, no bo co? Inaczej będę śmierdzieć i się denerwować, że jestem brudna, burczy mi w brzuchu, swędzi mnie głowa…

Taki sam kryzys dopada mnie czasem w sprawie spacerów z Kori. Siku i kupę, wiadomo, musi zrobić, ale co dalej? Codziennie te same ścieżki, te same aktywności… Ona jest zwykle zachwycona, ale ja nieraz mam tak dość rzucania frisbee, organizowania treningów czy nawet wymyślania tras tak, żeby nie było nudno. Nie zawsze mam czas, siłę i możliwości, żeby pojechać w jakieś ekstra miejsce, więc zostaje nam kręcenie się po osiedlu i pobliskich ogrodach działkowych.

W poprzednim miejscu zamieszkania, miałyśmy park pod blokiem. To było życie! Tak mi tego brakuje! Kori na pewno też. Od adopcji tam mieszkała, miała swoich psiumpli i psiumpele, i jak od czasu do czasu się tam wybierzemy, to jest taaaka szczęśliwa! Co prawda, najważniejsze psiosoby też się wyprowadziły, ale teren pozostał.

To był (i jest) park idealny! Trzy stawy, w których można było pływać za patyczkiem, polanka do rzucania frisbee i przestrzeń, której obejście zajmowało ok. 1h. Także nawet, jak nie miałam siły organizować atrakcji, one się same pojawiały. A przede wszystkim – niewiele osób i psów wiedziało o tym miejscu… Bywały dni, że nie spotkałyśmy prawie nikogo!

Piękne czasy… to se ne wrati….

No, może kiedyś…

Wiesz, ja naprawdę uwielbiam spacerować. To chyba jedna z moich ulubionych form spędzania wolnego czasu. Zaraz po piciu kawy w kawiarni…, ale lubię też ją pić spacerując z Kori.

Problem jest taki, że potrzebuję mieć jakiś cel. Kiedyś było to całe kółko w parku (to ta 1h), dzisiaj muszę kombinować. Zazwyczaj kończy się na trasie: po kawę i z powrotem. Ewentualnie bardziej naokoło. Tak wyglądają nasze poranki. Nie ma tragedii, ale kiedyś to było!

Dzisiaj to nie ma…

Nooo, popołudnia mogą być lepsze. Wtedy możemy się gdzieś wybrać. Tylko nie zawsze się chce. Mamy 4 opcje do wyboru…
bliżej = mniej atrakcyjne,
dalej = bardziej atrakcyjne i dłuższe trasy, ale też dłużej trzeba tam iść.

JAK ŻYĆ?!

Czasem po prostu trzeba się zmusić i okazuje się, że fajnie było pójść dalej, a i siły nagle się znalazły i wróciłyśmy po 3h. Innym razem pomaga gratyfikacja w postaci zahaczenia o wspomnianą kawkę albo jakieś ciacho czy obiad.

Kiedy już tak naprawdę, naprawdę się nie da, to dzwonię po kumpelę od spacerków – wtedy łatwiej mi się zmobilizować i okazuje się, że ten element socjalizacji z ludźmi, których lubię, był mi potrzebny.

Osobiście jeszcze nigdy tego nie zrobiłam (w sensie z lenistwa), ale zawsze pozostaje opcja poproszenia sąsiadki, koleżanki czy kogoś z rodziny o wyjście z psem. W ostateczności zapłacić osobie petsitterskiej, co akurat jest super opcją, bo są to profeslonalistki/ści i na pewno zapewnią naszemu psu dużo pozytywnych doświadczeń…

***

Kori się obudziła, muszę dosypać smaczków do saszety, ubrać nas (dobrze, że przynajmniej zima się skończyła) i zdecydować – działki czy trasa po osiedlu? frisbee czy po prostu patyki? A może tylko siku i trening pod blokiem?

Aleksandra Karpińska
Haulau Szkoła dla Psów

Aleksandra Karpińska – behawiorystka

Haulau – Szkoła dla Psów

Grafika Aleksandra Karpińska

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry